To już jest koniec nie ma już nic.. :(

Ach ta Granada! Myślimy, że wywarła na nas duże wrażenie i już na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Jeszcze długo będziemy z rozrzewnieniem wspominać atmosferę południa – słońce, gorący temperament, otwartość, ale także zamiłowanie tubylców do fiesty- przecież każda okazja jest dobra, żeby świętować, nieprawdaż? Niestety nasza przygoda dobiega końca. Piątek nasz ostatni dzień pobytu, a więc czas na ostatnie zakupy pamiątek, na które i tak już nie ma miejsca w przepełnionych walizkach, pożegnania z pracodawcami i całą ekipą Akademii. Zżyliśmy się z tym miejscem i przemiłymi ludźmi tak bardzo, że nie jednej łezka w oku się zakręci, gdy zerknie za siebie po raz ostatni na wzgórze Albaicin, Gran Via, bary tapas i te wszechobecne granaty, wybuchające pod wpływem gorąca. Kto wie może tu jeszcze kiedyś wrócimy? Przed nami już tylko powrót samolotem do Polski i pobudka o 2 nad ranem. Do zobaczenia w kraju!
Patrycja i Katarzyna 

tt  yt

Jedzonko pierwsza klasa :)

Głód? Nie wiemy co to znaczy, ponieważ chodzimy non stop najedzone. Kucharze w Akademii przechodzą samych siebie w dogodzeniu naszym podniebieniom. Nic dwa razy się nie zdarza możemy powiedzieć za Wisławą Szymborską, dlatego że żadne z dań się jeszcze do tej pory nie powtórzyło w naszym menu. Carlos i Jonatan gotują wyśmienicie! Znają nie tylko tajniki kuchni hiszpańskiej, ale także i polskiej. Dużym zaskoczeniem było dla nas kiedy zaserwowali kopytka! Można by tu dużo opowiadać o jedzeniu. Myślimy, że każdy może znaleźć coś dla siebie w tak bogatej ofercie dań. Poczynając od salmorejo, poprzez churros serwowane na śniadanie z gorącą czekoladą, a kończąc na owocach morza i tortilli. Smacznego!
Natalia i Ola

hy  ji  ss sw  sww  ju gd

Co z tą pogodą???

Uwielbiamy Andaluzję za radość życia widoczną na co dzień na twarzach jej mieszkańców, za chęć do zabawy, a zwłaszcza pogodę. Musimy przyznać jednak, że lubi ona czasami płatać figle. Przygotowane na letnią aurę, żadna z nas nie pomyślała o wzięciu parasoli. Niestety były dni na początku naszego przyjazdu, że okazały się one przydatne. Co więcej, nikt nam pewnie nie uwierzy, ale byłyśmy świadkiem takiej prawdziwej burzy z piorunami i nawet padał grad! Nie mamy co narzekać bo większość czasu jest naprawdę słonecznie i bezchmurnie. Będziemy za tym na pewno tęsknić po powrocie do kraju, gdzie noce i poranki już zimne i wyciągnąć trzeba będzie z szafy cieplejsze ubrania, a schować na dnie szorty i letnie sukienki. Szkoda, że lato nie trwa wiecznie…
Klaudia i Patrycja 

DSC_0195 DSC_0249 DSC_0941

Turystki w hostelach :)

Ja i Patrycja jesteśmy na praktykach w Hostelach, ale nie mamy co narzekać, nasza praca jest miła i przyjemna :). Pierwszego dnia bardzo się stresowałyśmy, ale nasze szefostwo przyjęło nas bardzo ciepło. Od razu poczułyśmy się jak w domu. Naszym zadaniem jest od czasu do czasu pomaganie przy sprzątaniu oraz recepcji, a „w międzyczasie” otwieranie drzwi i witanie serdecznie nowych gości oraz żegnanie starych. To jest ta przyjemniejsza część pracy. Naszym głównym zadaniem jest stworzenie pisemnej lub przy pomocy komputera, prezentacji na temat historii najważniejszych i najciekawszych zabytków Granady w trzech językach: polskim, angielskim i hiszpański. Wydaje się, że to ciężka rzecz do zrobienia, ale dla nas to bułka z masłem :) . Kiedy wybija godzina 15 robi nam się smutno wiedząc, że upłynął kolejny dzień w naszej cudownej pracy.
Klaudia :)

WP_20140929_002 pat tt SAM_6244 ki h

Graffiti

Wiele dzieł można podziwiać tylko w muzeach i galeriach. Te najcenniejsze chronione są za grubymi szybami i znajdują się pod specjalnym nadzorem. Mamy jednak artystów, którzy ze swoją sztuką wyszli na ulice. Należą do nich twórcy graffiti. Ich prace to często dzieła naprawdę godne uwagi. I tu właśnie trzeba wspomnieć o takim malarzu. Jest nim Raul Ruiz, występujący pod pseudonimem El Nino de las Pinturas. Maluje murale w wielu miastach, jednak szczególnie upodobał sobie dzielnicę Realejo w Granadzie, czego byłyśmy świadkami. Spacer po tym miejscu ukazał naszym oczom jego liczne malunki, które przemawiały do nas jasno i wyraźnie. Artysta odkrył przed nami swoje emocje i fascynacje industrializmem. Prawie każde graffiti zawiera charakterystyczne tylko dla jego prac elementy. Może ktoś pokusi się i odkryje jakie? My już wiemy. W razie problemów prosimy o kontakt :) .
Patrycja i Natalia

DSC_0707 DSC_0639 DSC_0686

SEWILLA

Zwiedzanie Andaluzji nie mogłoby się obyć bez wizyty w jej stolicy, Sewilli. Zapoznanie z tym uroczym miastem zaczęłyśmy od Plaza de Espania, czyli Placu Hiszpańskiego. Jest on ogromny. Uformowany w kształcie półokręgu przypomina bary ogromnego mężczyzny, który dźwiga na nich wszystkie prowincje hiszpańskie. Jest ich naprawdę wiele! Po długich poszukiwaniach znalazłyśmy Granadę i oczywiście musiałyśmy zrobić na jej tle fotkę. W centrum Placu Hiszpańskiego znajduje się fontanna, sztuczna rzeczka i śliczne mostki ozdabiane ceramicznymi płytkami azulejo. Plac Hiszpański został wykorzystany w filmie Gwiezdne wojny. Epizod II: Atak Klonów. Dzień zapowiadał się gorąco i to nie tylko ze względu na pogodę, chociaż 35 stopni na początku października robi wrażenie, ale tylko na turystach. Miejscowi są przyzwyczajeni do odrobinę wyższych – 50 w pełni lata. Nie na darmo Carmen uwodziła tu mężczyzn, a Don Juan kobiety. Uczucia w tym mieście nigdy nie pozostają letnie i na każdym kroku daje znać o sobie temperament hiszpański. Plaza de Espania to nie jedyny monument na miarę stolicy. Tutejsi architekci musieli być niezłymi megalomanami. Katedra sewilska przechodzi najśmielsze wyobrażenia- rozmiarami prawie dorównuje watykańskiej i londyńskiej- jest natomiast największą gotycką świątynią na świecie! Autochtoni mogą być dumni. Oprócz tego zawiera grób Kolumba. Tak jak Granadę rozsławiła Alhambra tak Sewillę Giralda, obecnie dzwonnica z obracającym się na jej szczycie wiatrowskazem. Nikt nie może przejść obok niej obojętnie, ze względu na jej urodę i strzelistość. Urok byłego minaretu musiał także docenić Franco, bo za siedzibę obrał sobie Pałac Królewski zbudowany naprzeciw Katedry. Nasze paseo się jeszcze nie kończy, bo przed nami arena walk byków!
Monika i Klaudia

DSC_0305 DSC_0529 DSC_0344 DSC_0513

Salobreña

Niektórym to się powodzi! W sobotę wylądowałyśmy na plaży w Salobrenii, niewielkiej nadmorskiej miejscowości. Wydawać by się mogło, że opalanie się o tej porze roku nie jest możliwe. A jednak! W Andaluzji nie ma rzeczy niemożliwych. Plaża nie była nadmiernie zatłoczona, ale oprócz naszej grupy trafili się i inni amatorzy opalania – przecież trzeba naładować akumulatory przed długą i srogą zimą w Polsce. Od tak błogiego lenistwa oderwać nas mogło tylko jedzenie. Zapachy z pobliskiej restauracji już po kilku godzinach ”smażingu” dały nam się we znaki. Nie wszystkie dały się jednak namówić na frykasy z grilla czyli sardynki lub ośmiornicę, natomiast wybrały bardziej tradycyjne dania. Do kąpieli w morskiej toni nie trzeba było nas ciągnąć. Pognałyśmy pełnym galopem jak morskie koniki. Woda okazała się przyjemna i tak przejrzysta, że można było liczyć kamyczki na dnie. W przypadku palcy u stóp było to raczej niemożliwe, bo grzęzły w tym ala piachu, także mimo wszystko wybrałyśmy opalanie i spacer po pobliskiej skale. Widoki zapierały dech w piersiach – tylko my, wiatr i morze…
Na efekty bliskiego spotkania z naszą gwiazdą nie trzeba było długo czekać. W prawdzie nie są to poparzenia trzeciego stopnia, ale niektórzy przypominają nasze rodzime skorupiaki. Oczywiście z koloru, a nie z powodu ilości odnóży.
Droga powrotna nas zaskoczyła, ponieważ nasi ukochani kierowcy chcąc ją odrobinę urozmaicić zmienili trasę. Nie można było oderwać oczu od masywów górskich Sierra Nevada, a także rozrzuconych na nich gai oliwnych. (Ciekawe jak tutejsi farmerzy są w stanie uprawiać te oliwki w takich miejscach?). No to jeszcze tylko fotka i pora wracać na kolację…
Ola i Natalia

jk il  ko DSC_1222 uh DSC_1107

Servizio turistico :)

Obsługa turystyczna kojarzy się z biurami podróży ale nie tylko. Ja swoje praktyki odbywam w hotelu Polo w Riccione. Wspólnie z innymi pracownikami recepcji przygotowujemy informacje dla gości hotelowych. Przyjeżdżając do regionu Emiglia Romania turyści chcą nie tylko leżeć na plaży ale zwiedzać. Przygotowanie takich informacji jest dla mnie o tyle proste, że na własne oczy widziałam co warto zwiedzić w Rimini, jak się dostać do San Marino i co tam zobaczyć, jak dotrzeć i czym poruszać się po Wenecji. Widziałam też i mogę zachęcić do zobaczenia pięknych mozaik w Rawennie. Takie praktyczne informacje przelewam na papier (po angielsku i włosku) i są do dyspozycji gości hotelowych. Praca jest więc bardzo ciekawa ale wszystko co fajne kiedyś się kończy. Dziś ja przyszłam ostatni dzień do pracy koledzy pokazali mi wpis na facebokowej stronie hotelu. Zrobiło się płaczliwie.
Angelika
10665 angelika4

Park Garcia Lorca

Andaluzja jest jednym z najgorętszych regionów w Hiszpanii, więc nie może zabraknąć tu miejsc odpoczynku, w których można schronić się przed skwarem. W Granadzie jest ich wiele, a jednym z nich jest park Federico Garcia Lorca, nazwany tak na cześć miejscowego poety. Był on związany silnie z tym miejscem i pomimo, że mieszkał w różnych miastach i krajach zawsze powracał do rodzinnej miejscowości. Na jego twórczość wpłynęły tutejsze klimaty, a także znajomość z innymi osobowościami z pokolenia 27 takimi jak: Salvadore Dali i Luis Bunuel. Nieobyczajne zachowanie, był zdeklarowanym homoseksualistą, wybaczyli mu pobratymcy nazywając jego imieniem park.
Nasza grupa natomiast zamiast korzystać z przyjemnego chłodu zapewnianego przez liczne drzewa, wygrzewała się na słońcu, łapiąc ostatnie promienie przed powrotem do Polski.
Milena i Klaudia

DSC_0244 DSC_0271 DSC_0297

Pasticceria Monti & Nanni

Za nami już 2 tygodnie pracy w Pasticceria Monti e Nanni. Na początek może powiem dlaczego owa cukiernia nosi taką nazwę, a więc wzięła się ona od nazwiska naszego szefa, Piera Luigia Nanni. Pozostając przy szefie, uwielbiam go, jest bardzo fajnym, miłym, sympatycznym i zabawnym człowiekiem! Pierwszy dzień w pracy był nawet luźny, lecz to co piękne przecież nie trwa wiecznie 😉 Ponieważ już następnego dnia czekało nas bardzo dużo roboty, ale mimo tego, znajduje się też czas na żarty oraz śmiech (nie brakuje tutaj również przystojnych pracowników 😉 ). Dzięki tej pracy poznałyśmy (z Faustyną) nowe techniki przyrządzania wyrobów oraz nowe maszyny i urządzenia, których nigdy moje oczy nie widziały! Każdego dnia idziemy do pracy z wielkim uśmiechem na twarzy :) Atmosfera jest bardzo fajna i przyjemna dzięki czemu czas tak szybko leci i zdarza się nam spędzać tam dłużej niż powinnyśmy :)
Paulina

paulinafaustyna